01 maja 2017

Dzień z życia grafik mamy, czyli wyzwanie foto

Hej Kochani!

Jak to w życiu bywa, rzeczy lubią płatać figle. I tak gdy wszystko szło gładko i bez problemu, nagle na głowę spadły kłopoty. Mój czas wolny (na pracę) w łeb wzięło, wygrało dziecko. Ale nawet to nie będzie dla mnie wymówką, by razem z Kasią WorQshop zorganizować wyzwanie foto. Ci z Was, którzy są ze mną dłużej mogą je już kojarzyć, chodzi o wyzwanie "Godzina po Godzinie".

Wchodzicie w to?


Na czym to polega?

Wyzwanie to w założeniu ma pomóc Ci udokumentować twój dzień. Jakikolwiek dzień. Taki bardziej zapracowany lub ten leniwy, ten porządnie zaplanowany od rana do wieczora, i ten totalnie na spontanie. Wybór należy co Ciebie. Zasada jest jedna, w każdej godzinie dnia, od rana do wieczora, robisz jedno zdjęcie, a później to gdzieś pokazujesz (instagram, blog, facebook), albo zachowujesz dla Siebie na pamiątkę - chociaż fajniej jest się podzielić :)

Ale ja nie mam na to czasu

Nie masz 5 minut w czasie godziny na oddech? Ba, nawet 30 sekund - bo tyle zajmuje odpalenie telefonu i zrobienie zdjęcia tego co akurat jest obok Ciebie. Trudno mi w to uwierzyć. Wersja pięciominutowa, jest dla tych, co chcą się pobawić w układanie rzeczy.

Powiem Ci tak - Kasia napisała do mnie, o zrobieniu wyzwania kilka dni temu, z pytaniem czy dam radę. Rozejrzałam się po naszym bałaganie, spojrzałam na zakatarzone, ząbkujące, płaczące dziecko i pomyślałam - no nieee… nie mam na to czasu. Ale jak to, serio? Nie mam? Kilkunastu sekund na zrobienie zdjęcia telefonem, czy kilku minut na sięgnięcie po aparat. No i na przekór wszystkiego, z dnia na dzień podjęłam wyzwanie. Nie jest to zwykły dzień - bo jak już wspomniałam, mała z glutem do pasa i bardzo płaczliwa, więc nie miałam za dużo czasu do pracy, poza tym pochorowała się też babcia, która pomaga mi opiekując się małą, bym mogła pracować. No ale dosyć marudzenia, ciekawi jesteście jak mija czas grafik mamy? No to zapraszam.


Odkąd jest z nami Julka każdy dzień, zaczyna się dla mnie szczęśliwie. Serio, budzę się z uśmiechem, patrzę na tą słodką buźkę, której właścicielka właśnie mnie skopała. Ona uśmiecha się do mnie, a ja mówię jej dzień dobry i jak ją kocham. Na chwilę wpada tata i przewija małą a ja rozciągam kości.


8:30 przyłapała mnie po śniadaniu (owsianka pieczona z jagodami), wśród biurkowego bałaganu, gdy odpisywałam na maile związane z pracą.


Mała ogarnęła się na tyle, ze swoim szlochaniem, że byłam w stanie skończyć malować tę cudną rodzinkę. Powiem Wam siedem osób, 10 par butów, 14 nóg - nie lada wyzwanie, ale mega mi się podobało.


Jaśnie miłościwie panująca raczyła udać się na drzemkę. Niestety bąbel śpi na mnie, więc codziennie mam 2x 30-45 min wyjęte z życia. Ale to nic. W tym czasie nadrabiam sobie facebooka, instagrama i czytam książkę.


O 11:30 dopadł mnie wilczy głód, więc szybko wszamałam małą przekąskę. Ot gruszki polane syropem daktylowym, żeby szybciej otrząsnąć się ze spadku cukru we krwi.


Po południu wsadziłam małą w krzesełko i ruszyłam z odkurzaczem. Odkurzanie to jedyny moment, kiedy po podłodze nie walają się stosy zabawek.


Czas na obiad.


Jaśnie Miłościwie Panująca udała się na kolejną drzemkę.


Ohhh! Na tę chwilę czekałam. Tata wrócił z pracy a ja mogłam zrobić się na bóstwo bo… dostałam wychodne! No brzmi to nieco komicznie - mama niewolnik. Na co dzień mamy spacery - ale niestety od ponad już 3 tygodni mamy ciągle jakieś infekcje…


To był ciepły dzień, więc na reszcie mogłam otworzyć sezon na trampki. Ale się stęskniłam.


Powrót do domu. Mimo, że poszłam na samotne zakupy dla siebie, aby odświeżyć nieco szafę, to wróciłam z ciuchami dla małej. Ale żeby nie było, o siebie też zadbałam :)


Wieczorem czas na jeden odcinek serialu. Obecnie nadrabiamy drugą serię Expanse, a w głębi duszy oczywiście czekamy na Grę o Tron ;)


Wieczory to też codzienne ogarnianie kuchni i mieszkania. Podział zadań jest taki, że ja zajmuje się dziecięciem a mąż ogarnia. Nawet nie wiecie jak jestem mu za to wdzięczna.


No i koniec. Przed snem staram się codziennie pamiętać o rutynie oczyszczania i pielęgnowania buzi, z myślą o tym, że czas najwyższy zacząć się konserwować na przyszłość. Jeszcze tylko kąpiel malucha i zmykamy spać.
                                                                                                            


Jeśli jesteście ciekawi, jak mój dzień na macierzyńskim różnił się od tego sprzed roku to zapraszam was tutaj. Na pewno więcej było wtedy pracy, teraz wszystko obraca się w okół małej. No i był o wiele większy porządek, teraz nie zawsze mam czas na takie błahostki jak ogarnianie biurka, czy chowanie tony zabawek, które i tak z samego rana muszą być wyciągnięte na wierzch. Życie z maluchem jest też bardziej chaotyczne, owszem można sobie planować, ale nigdy nie wiesz kiedy będzie szedł kolejny ząb, albo kiedy pojawi się glut w nosie, krzyżując wszystkie plany. Mimo wszystko nie zamieniłabym tego życia na żadne inne :)

A teraz kolej na Was. Jeśli uwiniecie się z wyzwaniem do 15 maja i gdzieś je opublikujecie dorzućcie link do listy poniżej. Miło będzie nam z Kasią zajrzeć do Was, a i inni będą mogli wpaść po garść inspiracji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram