09 grudnia 2017

Dzień z Życia Grafik mamy - Wyzwanie Foto Grudzień


Witajcie Kochani! Grudzień to wyjątkowy czas, który warto celebrować w rytmie slow, poświecić się bardziej rodzinie i złapać oddech przed Świętami i końcem roku. Może część z was dokumentuje te ostatnie 30 dni w grudniowniku? Ja chyba na swój znów nie znajdę czasu, ale dla super zabieganych mam propozycję! Dokumentowanie jednego dnia godzina po godzinie w zdjęciach. Zapewniam was taka pamiątka z grudnia stanie się przemiłym wspomnieniem w przyszłości. 

Ale o co chodzi?

Gdy Kasia Worqshop napisała do mnie pod koniec listopada by wznowić wyzwanie od razu się ucieszyłam. Pierwszy grudnia to był mój dzień. Teraz my proponujemy wyzwanie wam. Co trzeba zrobić? Proste - każdej godziny jednego wybranego dnia, mniej więcej co godzinę, cyknąć jedno foto dokumentujące to co się właśnie dzieje. Prawda, że banał? Ja to wyzwanie robie cyklicznie, co jakiś czas i z ciekawością patrzę jak zmienia się moje życie i rutyna dnia. Ostatnią edycję możecie podejrzeć tutaj: maj Hour by Hour, a zanim zaczniecie czytać jak minął mój dzień, to już na wstępie wam zdradzę, że nasze życie stoi znów troszkę do góry nogami. Jak już uporacie się ze swoimi zdjęciami wrzućcie je na bloga, facebooka czy Instagrama podzielcie się z nami efektem (na dole w InLinkzie)

Początek grudnia godzina po godzinie

Wieczór przed przygotowałam sobie aparat, naładowałam baterię i już od rana byłam gotowa łapać dzień w zdjęciach. Oczywiście nie zawsze dało radę go wyciągnąć wtedy w ruch szedł aparat :)


Budzik zadzwoniła a my wstaliśmy do takiego widoku 💛


To była ciężka noc dla JJa, dlatego gdy my po cichu odprawialiśmy poranną toaletę ona jeszcze spała. Na zdjęciu moja miniaturowa urban joungle na parapecie kasza manna z owocami i oczywiście kawa.


Równo 9:00 obudziłam Julkę (zawsze mam taki ból serca budzić śpiące dziecko, ale trzeba było) szybko, szybko bo musimy zraz wychodzić.


O 10:00 stawiliśmy się całą rodzinką u lekarza by… dowiedzieć się kto w połowie kwietnia powiększy naszą rodzinkę! Zgadujecie?


Po lekarzu Piotrek poszedł do pracy a ja z JJem pędziłam w kolejne miejsce, przy okazji rozkoszując się na maksa tymi widokami jak z Narnii.


A kolejne miejsce, to nasz nowy domek! No dobra, na razie to trochę ściernisko. Ledwo co podpisaliśmy wszystkie akty i odebraliśmy klucze. Tak więc teraz jestem w lekkim amoku, mierzę, sprawdzam, szukam, a w nocy, nie żartuję, śnią mi się kibelki i metry kwadratowe!


Uff, w domu! Jaśnie Miłościwie Panująca Jęczybuła powędrowała z babcią na spacer a ja mam dla siebie trochę czasu. Dopięłam na ostatni guzik planowanie grudnia, odpowiedziałam na maile, a nawet odbębniłam trochę zlecenia :)


Druga godzina bez Juleła upłynęła mi na nadganianiu rzeczy do świąt. W tym roku rozkładam cały proces na małe kawałki i zaczęłam już w październiku. Dzięki temu pisząc to brakuje mi jeszcze tylko dwóch drobnych prezentów. Wszystko już spakowane i ozdobione ręcznie robionymi zawieszkami. 


Pierworodna wróciła, babcia poszła, a ja zabieram się za jakieś szybkie jedzenie. Obiad sponsorowany przez Kwestię Smaku - tarta.


W okolicy 16:00 zadzwonił kurier z prezentami pod choinkę. Oczywiście nie obyło się bez wnikliwej inspekcji JMP Jęczybuły.


Po 17:00 wrócił P - czas dl rodzinki.


Uwielbiam, kocham te momenty! P zajął się JJem a ja, zaczęłam się ogarniać, bo tego dnia oni mieli zostać sami a matka poszła szaleć.


19:00 jeszcze szybki rzut oka na outfit i fryz i pędzę.


No doobra, dwa rzuty oka ;)
To co nastąpiło po tym jak wyszłam jest komedią pomyłek. Wyszłam specjalnie wcześniej, żeby się nie spóźnić. Oczywiście zapomniałam, że śnieg jest nie tylko na drzewach ale też na aucie, które trzeba odśnieżyć. Odstawiona jak ta lala stwierdziłam, a co tam, zgarnę śnieg wycieraczkami i jadę. Teraz juz wiem… tak się nie robi. Ciężki śnieg ułamał wycieraczkę a ja z brzuchem, musiałam mini drapaczką zgarniać breję z wielkiego auta. Nie wiem ile kilo śniegu wylądowało mi w butach… No i suma summarum spóźniłam się :D


Na szczęście event, też się kulturalnie spóźnił i wszystko wyszło na dobrze. Strasznie się cieszę bo celebrowaliśmy sukces Moniszki, której autorska kolekcja zakwalifikowała się na galę finałową konkursu Make Me. Całość potrwała do późna, więc wracając zastałam już P i JJ'a smacznie chrapiących w łóżku, a ja powiedziałam światu "dobranoc" po 23:00.

                                                                                                            

Uff! Jak widzicie to był dzień! Zazwyczaj, mam mniej biegania, więcej czasu z Julką w domu, ale bardzo się cieszę, że to właśnie 1 grudni złapałam w cogodzinnych kadrach. Teraz czas na was! InLinkz działa do 31 grudnia 5 minut przed 24:00, powodzenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram